Posty

Wyświetlam posty z etykietą Podwójne ja

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #46 - dalsza część "Podwójne ja"

Obraz
„Lżej na sercu”. Zaciskam pięści i uderzam nimi w zamarznięty grunt. Potem biję samą siebie. Za to, że się urodziłam. Za to, że jestem ciężarem. Nigdy nie powinnam się urodzić. Moi rodzice nie zasługują na to piekło. A ja nie zasługuję na życie. Podnoszę się i idę w stronę polanki. Gdy już na niej jestem, wspinam się na wierzbę, która płacze wraz ze mną. - Megan! Megan! – Eric krzyczy gdzieś w oddali.          Słyszę jego kroki. Nie obchodzą mnie. Krew świszczy w moich uszach, buzuje w żyłach. Wyobrażam sobie jak w pewnym momencie złość zwiększa jej ciśnienie. Zwiększa i zwiększa, aż nagle wszystko wybucha. Wokół mnie rozlewa się może czerwonej mazi, obryzgując drzewa i ciało Johna, którego nie ma. Spoglądam na swoje ręce. Są czyste. Nie ma krwi. Zastępuje ją ból, ale psychiczny. Muszę dać mu upust, bo zwariuję. Wrzeszczę z całych sił. Nabieram tyle powietrza, ile zmieszczą moje płuca i chwilę je wstrzymuje, po czym wrzeszczę. Cała się napina...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #45 - dalsza część "Podwójne ja"

Obraz
- Doktor będzie za godzinę, lepiej się przebierz – rzuca Eric, który dopiero co zszedł po schodach. * * * - Czyli znów się pogorszyło? – pyta od progu Edgar Edge. - Tak, miała omamy tej nocy. Nadal ma. Do tego w transie sama się postrzeliła – opowiada zaaferowana mama, której nie opuszcza już duże opakowanie chusteczek. - Zacznijmy od początku. Powoli, spokojnie – uspakaja ją lekarz, idąc do salonu.          Zaraz członkowie mojej rodziny siedzą na kanapie, a Edge naprzeciw mnie na rozkładanym fotelu. Wyglądem przypomina zapałkę. Duża, łysa, świecąca od potu głowa została osadzona na nieproporcjonalnie chudym i długim ciele. Jego ręce są jak patyki z dużymi dłońmi na końcu. Na serdecznym palcu jednej z nich wciąż nosi srebrną obrączkę, pomimo, że jego żona już od jakiś dwóch lat jest z innym mężczyzną. Psycholog ma prawie pięćdziesiąt lat, ale dla niego czas się zatrzymał. Gdybym go nie znała, uznałabym, że spokojnie mógłby zostać moim ...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #44 - dalsza część "Podwójne ja"

Obraz
- Zadzwonić po doktora Edge’a? – Tym razem robi to Eric. - Proszę, synu. – Tata obdarza go smutnym spojrzeniem. - Numer jest w drugim dnie szuflady w szafeczce koło łóżka rodziców. Tej po prawej – szeptam, zaciskając pięści. – Ale chyba rękę widzicie? Ten zbir mnie postrzelił! - Sama to sobie zrobiłaś, sis – szepta Eric. Zanim zdążę o cokolwiek zapytać, on kontynuuje. – W nocy wyszłaś ze swojego pokoju i poszłaś do garażu, gdzie tata miał stary pistolet, tak na wszelki wypadek. Był ukryty, lecz go znalazłaś i jakimś cudem złamałaś kod. Potem chwyciłaś za pistolet i strzeliłaś sobie w ramię. - Skąd to możesz wiedzieć, panie wszystkowiedzący? – Wywracam oczami. - Monitoring… - odpowiadam sobie sama. - Dobrze myślisz, siostrzy… - Dlaczego mnie nie powstrzymałeś? – przerywam mu. - Wróciłem dopiero rano z randki z Sam. Wtedy, co rodzice.          Nie mogę w to uwierzyć. Wymyślili to. Przecież dobrze wiem, co działo się tej nocy. T...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #33 - dalsza część 'Podwójne ja"

Obraz
Staję przed szafką w kuchni. Gdzieś za mną mama krzyczy, bym wzięła lekarstwa. Zaraz dołącza się do niej Eric. Tata przywiązuje nitki do moich nadgarstków i pomimo tego, że stoi koło mnie, porusza nimi z góry. Jestem jego kukiełką. Nic nie wartą marionetką. Moje ręce same sięgają po dwa opakowania z tabletkami. Jedne są czarne, nadrukowano na nich trupią czaszkę. Słyszę jak krzyczą z bólu i zawiści. Zabijają każdego od środka. Drugie białe, splamione krwią. Z każdej wystaje mała żyletka. Dopiero teraz widzę sznurki na palcach. Wbrew mojej woli otwieram obie tuby. Mam już dość. Ciepłe łzy spływają po moich policzkach. Łzy cierpienia i braku zrozumienia. Wiem, że nie mogę wybrać. Dlaczego ja?          On czeka na mój ruch. Nie spodziewa się tego, co zaraz nastąpi. Chwila jego nieuwagi, a ja już trzymam w ręce nóż. Pętle na moim ciele zaciskają się mocniej. Wbijają się, przecinają żyły i tętnice niczym metalowe ostrze. Tata chce, bym go wypuściła....

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #32 - dalsza część "Podwójne ja"

Poprzednia część  (poprzednie części znajdziecie w zakładce u góry strony) ************************************************************************************************************* Eric patrzy na mnie, jakbym mu się śniła. Nie pozostawia mi wyboru. Uderzam go w policzek. Słyszę charakterystyczny plask, a mój braciszek kuli się. Po chwili jego piękne oczy patrzą na mnie z nienawiścią i wyrzutem. Jednak podchodzi do Johna i pomaga mi wnieść go do środka. Kładziemy go na kanapie. Mam szczęście, że osioł ma zamiar iść na medycynę i dobrze wie, co robić. Ja nawet nie patrzę. Po prostu idę do kuchni się napić wody. Przy okazji oglądam się w tosterze.          Nic poważnego, poza ręką, mi nie jest. To tylko rozcięta brew i trochę brudu. Kiedy Eric mnie opatrzy, wymyję się. Mój brat przybiega do pomieszczenia i z górnej szafki wyciąga apteczkę. Jest na mnie zły, widzę to. - Nie mogłaś poczekać na mnie albo mnie obudzić? – pyta. - Musia...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #14 - dalsza część "Podwójne Ja"

- Nic ci nie jest? – pyta, a ja wymownie wskazuję mu ramię. - Wiesz co, nie. Tylko zostałam zaatakowana, postrzelona i ogółem nieźle poturbowana. Nie, można to porównać do oberwania poduszką – dramatyzuję. Nienawidzę drugiej Megan! - Przepraszam – szybko się reflektuję. – Boli cię coś? Dasz radę wstać? - Myślę, że dam radę – uśmiecha się, a ja odwzajemniam gest. Jednak jego uśmiech szybko blednie i przeradza się w wyraz bólu i strachu. John kładzie rękę na klatce piersiowej , zaczyna szybciej oddychać, a na jego czole pojawiają się krople potu.         Rozpinam jego bluzę i podwijam koszulkę. Jedno z żeber przebiło skórę i złamana, goła kość odbija światło księżyca. Mam ochotę zacząć krzyczeć i płakać. Boję się go ruszać. Nie mamy wyjścia. Nie zostawię go. Mogłabym pobiec po brata. Ale jeśli te zdziry się obudzą…         Zdejmuję kurtkę i robię z niej opaskę uciskową. Sprawdzam czy nie ma w kieszeni telefon...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #13 - dalsza część "Podwójne Ja"

Powolnym ruchem zdejmuję plastelinowe kulki i sięgam po moją broń, niczym po rękojeść miecza. Stoję za Rowanem. Podejdę od tyłu i… nie wierzę, ja mam zamiar kogoś zabić, a przynajmniej porządnie zranić! Dobra, raz się żyje. Dość szybko i jak najciszej podchodzę do niego. Jestem tuż przy nim. John już mnie widzi, ale na szczęście nie zdradza wzrokiem czy wyrazem twarzy mojego położenia. Profesjonalista. Patrzę na masywne ciało. Gdzie najlepiej wbić ten cholerny szpikulec? W tors? Nie chcę go zabić, a jedynie sprawić, by nic nam nie zrobił. W sumie, to jedno i to samo. Noga? Przewróci się i tak może w nas strzelić. Głowa? Nie, nie odważę się. Ręka! Tak, ręka! Wypuści pistolet i będziemy mogli uciec! Brawo, Megan. Mierzę w rękę, którą w połowie trzyma przy sobie. Dam radę, dam radę. Zamachuję się i wbijam szpikulec. Słyszę krzyk i strzał. Jarzębina upada. Łapie się za… bok. Robi mi się zimno. Widzę krew tryskającą z rany. Nie mogę się ruszyć. - Ty szmato! – wrzeszczy na mnie. Wyc...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #12 Dalsza Część "Podwójne Ja"

Koniec końców, odwracam się, ale John gdzieś zniknął. Super… Ruszam w stronę domu, kiedy przypominam sobie o paczuszce. Powoli odwijam papier. W środku jest szkatułka. Zwykła, drewniana szkatułka z… moimi inicjałami?         Nagle znikąd pojawia się dwóch mężczyzn. Obaj są ubrani na czarno, więc prawie ich nie widzę. Jeden wyrywa mi szkatułkę, a drugi powala na ziemię. Siada na mnie i próbuje uderzyć mnie czymś w głowę. W ostatniej chwili odskakuję i krzyczę. Może ktoś usłyszy. Kolejna próba i kolejny unik. Jakimś cudem udaje mi się przewrócić na plecy. Przy kolejnym zamachu mężczyzny, chwytam za długi, metalowy pręt. Gdyby mnie nim uderzył, moja głowa byłaby w kawałkach. Pcha na mnie, zamiast wyrywać. Idiota, ale dla mnie to lepiej… chyba. Po chwili ni mam siły. Drugi mężczyzna ogląda szkatułkę. Ma nas gdzieś. - Six, może byś pomógł? – pyta się ten, który mnie przygniata. - Spokojnie, Rowan. Za chwilę – odpowiada Six. Pręt jest coraz bliżej moj...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #11 - dalsza część 'Podwójne ja'

Jest mi lżej, ale się boję. Spoglądam na zegar nad biurkiem. Wskazuje jedenastą trzydzieści. Mam mało czasu. I co ja powiem bratu?         Schodzę na dół, po drodze biorąc latarkę i plastelinę. List chowam do kieszeni. Mój brat czeka na mnie w salonie. - I co, znalazłaś ich, albo jakąś wiadomość? – pyta od razu. - Nie, nic nie znalazłam – kłamię, a jestem w tym piekielnie dobra. - Do kitu – wzdycha, rzuca się na kanapę i bierze pilota. Po kilku sekundach jest już zajęty. Ja zmierzam do kuchni.         Wszystkie ostre przedmioty są w małym kuferku na blacie, którego strzeże kłódka z kodem. Jest tu z mojego powodu. Kiedyś często miewałam napady złości. Wówczas nóż był najlepszą bronią przed lekarstwami. Służył mi też do innych celów. Patrzę na nadgarstek. Pewnego dnia złamałam kod. Od teraz mama zmienia go, co drugą sobotę. Nie wie, że znam każdy następny. Zawsze chowa kartkę z kodem pod chlebak. Wmawia mi, ż...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #6 - dalsza część "Podwójne Ja"

Na górze jest taki sam korytarz, ściany pokryte drewnianą boazerią, a na podłodze dywan w dziwne wzory. Na końcu jest okno, a pod nim mały stolik. Wyglądam na dwór i widzę las. Wchodzę w pierwsze drzwi po lewej, do sypialni rodziców. Zapalam światło. Ściany są w kolorze kawy z mlekiem. Wszędzie roznosi się zapach świec zapachowych, które mają imitować ciasteczka. Naprzeciw drzwi są okna, a pod nimi znajduje się łóżko. Na lewo widzę toaletkę mamy i dwie szafy, na prawo biurko taty z komputerem, biblioteczkę i drzwi do malutkiej łazienki. Nikogo tu nie ma. Stukam w drzwi łazienki i wchodzę. Tu każdy centymetr jest wykorzystany, kolorystyka taka sama. I też ani żywej duszy. Ruszam do pokoju Erica. Tu jest zupełnie inaczej. Ściany całe w graffiti, łóżko na antresoli z pościelą w dziwne napisy, wszędzie bałagan, a w rogu stoi perkusja i gitara elektryczna. W królestwie popularnego przystojniaka, na którego lecą wszystkie laski, również posiada łazienkę, ale do niej nawet boję się zaglądać....

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #5 - dalsza część "Podwójne Ja"

Nagle słyszę kroki. Szybko wrzucam warzywo i nóż do zlewu, robiąc przy tym sporo hałasu. Chowam się do szafki pod zlewem. Serce wali mi jak szalone. Ktoś wchodzi do kuchni i krzyczy z przerażenia. To męski głos. Znam go. - Megan?! – woła głos. – Gdzie, u licha, jesteś?! - Tu – szepczę i wychodzę z mojej kryjówki. Koło zlewu stoi chłopak z postawionymi na żelu czarnymi włosami. Jego oczy są błękitne i błyszczące. Jakim prawem to on je odziedziczył? Jest wysoki i umięśniony. - Co tu się stało? – pyta, jakbym była małym dzieckiem. - Nie wiem, znalazłam ją taką w lodówce – odpowiadam zgodnie z prawdą. - Dobra, a połknęłaś leki? - Nie, po co? – oburzam się. - Megan, czemu od razu tak startujesz? – pytam. - Masz je zażyć – kończy dyskusję mój brat. - Jak było na randce? – pytam, podchodząc do półki z lekarstwami. Biorę dwie szklane tuby z napisem „Megan”. W jednej są niebieskie tabletki, a w drugiej różowe. Biorę szklankę z sokiem i pierwszą pastylkę. I tak jej nie łykam, ...

Opowiadania i sceny bez ładu i składu #4

Stoję przed domem. Jest cały obłożony potłuczonymi talerzami – fanaberia matki. Jest już prawie ciemno, ale w domu nie pali się żadne światło. Dziwne, rodzice powinni już wrócić z pracy. Otwieram drzwi kluczem i wchodzę do środka. Jest cicho. Ogłuszająco cicho. Nie zaświecam światła. Ściągam skórzaną kurtkę i czarne tenisówki, jest za ciepło by chodzić już w glanach. Idę do kuchni, która znajduje się na końcu korytarza. Każdy mój krok słyszę trzy razy głośniej niż zazwyczaj, a chodzę dość cicho. Tu już po ciemku sobie nie poradzę. Świecę światło i kieruję się do lodówki, po drodze wyciągając talerz, i szklankę. Otwieram drzwiczki z zamiarem wzięcia soku pomarańczowego. Automatycznie po niego sięgam, nawet nie patrząc do środka. Dopiero przy zamykaniu drzwiczek coś rzuca mi się w oczy. - Wydawało ci się – mówię do siebie. - Może lepiej sprawdź? – odpowiadam sobie. - Po kiego grzyba? – dziwię się. - A może to nie twoja chora i wybujała wyobraźnia, z którą nomen-omen jest multum ...